Knajpa z odzysku

Czasy, gdy zbieranie makulatury stanowiło czyn społeczny szkolnej gawiedzi, mamy dawno za sobą. Dzisiaj ekologia i recykling są trendy. Dla jednych ta moda jest żyłą złota, dla innych – sposobem na życie. Są też tacy, którzy łączą idee z biznesem. W efekcie powstają niebanalne miejsca, które mogą zachwycić nawet najbardziej zagorzałego ekosceptyka.

 

Finka w dniu otwarcia (Fot: Finka Krakow)

 

„Genialny pomysł”, pomyślałam, kiedy jakiś rok temu zasiadłam na kanapie zrobionej z europalet w jednej z krakowskich szkół tańca. Później usłyszałam, że w Warszawie rekordy popularności bije klubokawiarnia, w której takie europalety są jedynym miejscem do siedzenia. Porozkładane zresztą bezpośrednio na betonowym tarasie i oświetlone sznurami prostych żarówek. Ach, ten subtelny urok prostoty i upcyklingu. Później przeczytałam gdzieś o stołecznym klubie, w którym proces 3R („Reduce-Reuse-Recycle”) poszedł jeszcze dalej. Dotknął między innymi znaku drogowego zamienionego w stolik i bębna pralki, który przemienił się w lampę.

 

Nie zdziwiłam się więc bardzo, gdy wreszcie w Krakowie odkryłam lokal hołdujący ideom kreatywnego recyklingu i kulturze slow life. Ale czy chodziło tylko o biznes, czy może o coś więcej? Musiałam się dowiedzieć! Właścicielka klubokawiarni Finka, Magdalena Rzepecka „Rzepa”, chętnie zgodziła się uchylić rąbka tajemnicy. Zanim zaczniecie czytać dalej,obejrzyjcie Finkę na zdjęciach. Czujecie ten klimat?

Meble z upcyklingu (Fot. Finka Krakow)

 

Skąd wziął się pomysł na Finkę? Informacja na Facebooku głosi, że powstawał “w oparach paczki miętowych Marlboro”…

To fakt, pomysł na Finkę zrodził się na spotkaniu przyjaciółek Tity i Rzepy daleko od miasta z paczką zielonych Marlboro. Nie było szczegółowego biznesplanu, ale był pomysł i chęci. Ja wiedziałam, że kawa musi być Fair Trade, Tita – że “this idea can travel”.

 

Potem minęło trochę czasu?

Tak, jednak w końcu znaleźliśmy lokal. Nie mieliśmy tylko pomysłu, jak nasze idee przepisać na to wnętrze. Dwóch utalentowanych projektantów przedstawiło nam pomysły, których zupełnie nie czuliśmy. Nadeszła chwila załamania. Z opałów wybawiła mnie moja siostra, która pokazała mi stół chałupniczo zrobiony z europalety i przedstawiła zapoznanego na herbatce u sąsiada młodego projektanta wnętrz. Wiktor w lot poczuł europaletę i motywy uprecyklingowe. Jako projektant tytułował to mianem Convoy Design.

Narodziny stolika (Fot: Finka Krakow)

I ruszyło?

Ruszyło. Inspiracją i motywem głównym była europaleta. Później narodziły się inne uprecyklingowe pomysły, które harmonijnie korespondowały z warunkiem koniecznym, czyli kawą ze sprawiedliwego handlu i produktami z direct-trade.

 

Czyli na inspirację złożyły się kawa fair trade i europaleta?

Ja muszę to podkreślić. W tym lokalu nie ma zbyt dużo takiej szczególnej inspiracji. Jakkolwiek trywialnie to zabrzmi, ten lokal to my. To jest miejsce, które nas odzwierciedla, w którym czujemy się dobrze. Dlatego że dokładamy taką malutką cegłę do rzeczy, które są dla nas ważne. Segregujemy śmieci. Dbamy o to, by nie kupować kawy z plantacji, na których pracują dzieci albo gdzie płaci się głodowe pensje. Dbamy o jakość produktów. Promujemy granie z czarnych winyli, lokalny handel i tak dalej. I uśmiechamy się do siebie.

 

Twórcami klubu są Tita i Rzepa, tak?

My jesteśmy pomysłodawcami. Tita to główny inwestor i niezawodny pozytywny egzekutor. Zagląda do nas z rzadka, wnosząc świeże spojrzenie. Dba też o istnienie rubryk w Excelu. Rzepa to ja. Jestem gastronomem. Pierwsze szlify zdobywałam w Londynie i Nowym Yorku. Dzięki temu nauczyłam się otwartości w obsłudze klienta i traktowania go jak gościa, który wpadł do mnie do domu na herbatę. Oprócz nas jest jeszcze Irek, który w Fince odpowiada za kreacje. Człowiek idea, chodząca kopalnia pomysłów. Jest autorem paletowych stołów, które sam z pasją wykonał. Stworzył żarówkowe logo, które klecił do rana w przeddzień otwarcia, i wiele innych rzeczy…

 

Finka Logo (Fot: Finka Krakow)

 

 Ktoś jeszcze? To miejsce wygląda jak efekt pracy sztabu bardzo pomysłowych ludzi…

Tak, na Irku nie koniec. Ponad naszą pracą jest cały Finka Team: Wera, Rox, Hana, Bemel kiedyś Yogi, Diana, Dominik. To ich codzienny serwis, uśmiech, zaangażowanie decydują o kształcie tego miejsca. Oni wkładają w Finkę masę pracy, swoje umiejętności i dobre wibracje.

 

Ciekawi mnie, czy kolejne elementy wystroju powstają w takim właśnie przyjacielskim gronie “w oparach Marlboro”, czy zwyczajnie angażujesz do tego fachowców?

To jest tak: za początek i pierwowzór odpowiada moja siostra Karolina. Projekt wnętrza, kolory i aranżacja to absolutny i jedyny w naszym gronie fachowiec – Wiktor. Cała reszta, projekty uprecyklingowe to Irek. Przy założeniu, że on jest kreatorem i odpowiada za idee, a ja za ich realizację.

 

Brzmi to jak prezentacja zespołu rockowego.

Bo my jesteśmy zespołem. Nie ma tu grupy fachowców. Nawet tapicerkę mebli zrobiliśmy w sposób chałupniczy. Kasetowe krzesła powstały z kolekcji mojej i mojego brata. Moja mama użyczyła starych dyskietek do PC, z których Irek zrobił pojemniki na słomki i serwetki. Hana i Wera są świetnymi ZPT-owcami i wciąż zaskakują mnie codziennym uprecyklingiem. To się dzieje na co dzień, spontanicznie. I jest zaraźliwe.

 

Fakt, tego bakcyla można połknąć, gdy tylko się do was wejdzie. Jak rozumiem, Finka nie jest tylko odpowiedzią na modę na europalety?

Powiem tak: uciekam od tego, co trendy. I trochę mnie martwi, że pod zasłoną logo Fair Trade, wojującego stylu eko czy innych im tożsamych kryje się kolejny pomysł na robienie gigantycznej kasy. Kilka lat temu w mojej poprzedniej kawiarence szukałam kontenerów do segregacji śmieci. Wtedy byliśmy jednymi z pierwszych na placu Nowym, którzy zgłaszali taką potrzebę. Tak więc kiedy otwieraliśmy Finkę, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że eko zaczyna cieszyć się taką popularnością. Nie czuliśmy tego, że tak będziemy postrzegani. Ale nawet jeśli za pięć lat modne stanie się coś innego, my się nie zmienimy. Wciąż będziemy segregować śmieci i zbierać nakrętki, bo to jest ważne.

 

Recykling 7 (Fot. Flickr / timtak / Lic. by CC)

 

 A poza segregacją śmieci?

Finkowa kawa jest audytowana do momentu, aż przyjedzie do Europy. Tutaj, na Starym Kontynencie, nie interesuje mnie jej droga ani logo Fair Trade, które nabija kiesy londyńskich właścicieli drogich SUV-ów. Liczy się to, że dzieciaki w Afryce idą do szkoły, a nie na plantacje, podczas gdy ich rodzice są na tej plantacji uczciwie wynagradzani.

Kupujemy herbatę od sklepikarza zza rogu, wypalamy kawę w krakowskiej palarni, idziemy po maliny czy inne owoce do babuleńki, która przywiozła je z ogrodu. Szukamy dostawcy mleka, którego zaakceptuje sanepid, tak by nasze mleko mogło być kupowane w formule direct-trade. Zbieramy plastikowe nakrętki z butelek na wózek inwalidzki. Zepsuty elektroniczny sprzęt oddajemy do elektro recycling. Zbieramy baterie. Małe rzeczy.

 

Dobrze, a kiedy nie jesteś w Fince? Hołdujesz jakoś tym ideom eko, slow life czy 3R?

Kupuję ubrania w sklepie z drugiej reki. Staram się jeździć na rowerze. A jabłka, które spadły z drzewa, smażę na konfitury, żeby się nie zepsuły. Nie wiem, czy to slow life, pojęcie 3R jest mi całkiem obce, wybacz ignorancję. Staram się żyć roztropnie. Nie wierzę już w to, że zbawię świat, choć kiedyś naprawdę się starałam. Wiem też, że każdego dnia mogę na swoim poletku dołożyć cegłę do tego, żeby żyć w zgodzie ze sobą i być wiarygodnym partnerem dla siebie samej.

 

Finkowe przetwory (Fot: Finka Krakow)

 

 Jeszcze jedno pytanie na koniec. Finka niedawno świętowała pierwsze urodziny. Mogę cię prosić o jakieś krótkie podsumowanie? Co cię zaskoczyło? 

Świat, który otworzyła dla mnie Finka, to tak naprawdę ludzie, których tam spotkałam. Po pierwsze – muzycy. Ich granie z winyli, energia płynąca zza gramofonów, wolność brzmienia i cały świat muzyki elektronicznej, jej różnorodność. Niesamowite! Po drugie – barmani. Pracuję za barem 15 rok. Wydawało mi się, że sporo umiem. Zaczęłam pracować z zespołem barmanów i baristów z Finki, a oni otwierali przede mną coraz to nowe karty teorii smaków, miksologii, umiejętności odróżniania aromatów kawy. Fascynujące! Po trzecie – młodzi artyści, którzy czasem wieszają swoje prace na górze. Pełne ekspresji, utalentowane osobowości. Wiem, że kiedyś jeszcze o nich usłyszę, i wtedy powiem z dumą, że gościli w Fince.

 

Jakieś plany na przyszły rok?

Jedzenie. Jesteśmy na etapie dogrywania szczegółów sanitarno-technologicznych. Jakie będzie? Oczywiście slow, szczerze gotowane, pewnie wegetariańskie. Miejmy nadzieję – nietuzinkowe.

 

Życzyłabym Wam tej nietuzinkowości. Ale po co, skoro już ją macie? Pozostanę zatem przy zwyczajnym „powodzenia”. I dziękuję za rozmowę.

Categories: Artykuły, Home